
Kiedy podjęłam decyzje o tym, że przechodzimy na edukację domową bardzo zależało mi na tym, żeby uniknąć schematu szkoły, ale też żeby nie zgubić po drodze ciekawości i zaangażowania moich dzieci. Bardzo ciekawiło mnie, w jaki sposób można zorganizować dziecku pracę w domu. Jakie są główne style nauczania w edukacji domowej i założenia danych metod? Obejrzałam sporo filmików mam z USA, gdzie taka forma nauczania jest popularna i zaglądnęłam też na nasze podwórko. Wiele inspiracji przetestowaliśmy w domu i niektóre metody zostały z nami do dzisiaj.
Ile szkoły jest w edukacji domowej?
Zanim opiszę jak organizujemy nas czas, chciałam rozprawić się z jednym mitem na temat nauki w domu. Spotykam się często z takim przekonaniem, że przechodząc na edukacje domową odtwarzam w domu szkołę, tylko bardziej efektywnie. W końcu jestem nauczycielem więc pewnie „wałkuje” moje dzieci osobiście i chcę wycisnąć z nich więcej niż w szkole;) Tak to nie działa. Odeszliśmy ze szkoły, żeby jej nie odtwarzać w domu. Nie ma u nas klasycznego planu lekcji po 45 min, a nauczanie blokowe. Pewnie się ze mną zgodzicie, że dzieci wykazują zainteresowanie danym tematem falami, czyli fascynacja jakimś tematem trwa dłuższy okres czasu i można przerabiać pociągi, dinozaury lub jedną piosenkę do znudzenia. Takie podejście wydaje się nam dorosłym monotonne, ale dla dzieci (przynajmniej moich) jest to fascynujące. Staram się wykorzystać to zjawisko w nauce. Wolę skupić się na jednym temacie dłużej i połączyć temat z rożnymi umiejętnościami, niż na silę przerabiać po troszku wszystkiego. Wyobraźcie sobie jak taki system pracy oparty o zróżnicowane tematycznie bloki 45-minutowe funkcjonowałby w Waszym zawodzie? Nagła zmiana tematu i później przerwa na 2 dni lub tydzień, czy dwa. W takim systemie naprawdę ciężko się czegoś nauczyć. Nie wierzę też w tzw. multitasking, mimo iż nasza kultura wymaga od nas ciągłego zajmowania się wieloma rzeczami na raz i jesteśmy rozpraszani wszechobecną technologią. Ale odpowiadając na pytanie. Z pewnością tylu ilu edukatorów tyle podejść do kwestii nauczania, jednak w większości w edukacji domowej odchodzi się od schematu szkoły. Jest to jeden z podstawowych powodów zabierania dzieci z masowych placówek.
Nasze inspiracje
Z moich obserwacji wynika, że 3 najpopularniejsze metody w nauczaniu domowym w USA to Classical Education, podejście Charlotte Mason i Unschooling, czyli odszkalnianie. Ja zaczęłam testowanie tych metod od klasycznej edukacji domowej i Well-trained mind Susan Wise Baur and Jessi Wise, później Charlote Mason i na końcu zainteresowałam się odszkalnianiem. W polskim Internecie zainteresowała mnie metoda Montessori i Plan Daltoński. Nie będę szczegółowa opisywać tych metod, ponieważ artykuł byłby za długi. Napisze po krótce jakie elementy wdrożyliśmy i co w danej metodzie przypadło nam do gustu.
Plan dnia
Przetestowałam kilka możliwych technik organizacji dnia. Założyłam, że na naukę chciałabym poświęcić czas miedzy 9 a 12, przy czym nie oznacza to, że 3 godziny siedzimy przy książkach. W tych godzinach chcemy się zmieścić, żeby popołudnie było czasem na własne zainteresowania, spotkania z rówieśnikami. Uważam, że na pierwszy ogień powinny iść najważniejsze dla nas przedmioty. W 1 klasie zaczynałyśmy zawsze od angielskiego, w 2 od matematyki. Angielski wiązał się z tzw „morning basket”, czyli zbiorem książek i ćwiczeń którymi zaczynałyśmy dzien. U nas była to zawsze „piosenka miesiąca” po angielsku, a później lapbook z kalendarzem, datą, oznaczeniem miesiąca, dnia, tygodnia, pogodą i określeniem samopoczucia. Zrobię materiał na ten temat, ponieważ w lapbooku jest sporo do przeklejania, przesuwania i pisania i był zawsze atrakcyjny dla moich dzieci i innych dzieci, które uczyłam. W koszyku były też książki z wierszykami np Five Little Ducks autorstwa Zity Newcome. Jest to książeczka dla najmłodszych dzieci, pełna pokazywaniek, zabaw paluszkowych i prostych rymowanek, ale moja starsza córka do tej pory ją lubi (2 klasa ) i teraz w roli eksperta uczy swojego młodszego brata.

Idea morning basket polega na włożeniu do pudełka/kosza kilku pozycji książkowych, z których dzieci wybierają te którymi rozpoczniemy zajęcia. Później, w zależności od potrzeb, uczyliśmy się innych zagadnień i na koniec córka uzupełniała swój „morning binder”, w którym kolorowała kolejny dzień szkoły (na 100 obiecałam wyjście do kina), odnajdywała dzień dzisiejszy na kalendarzu, zaznaczała pogodę itp (takie podsumowanie lapbooka na piśmie). Po tym z reguły jedliśmy śniadanie i następnie pracowaliśmy nad kolejnymi umiejętnościami podstawowymi tj. core skills. Priorytetem w 1 klasie jest liczenie, czytanie i pisanie, wiec na tych zagadnieniach mijał nam czas.
Classical education, czyli założenia edukacji klasycznej
Z klasycznej edukacji wdrożyłam pomysł wprowadzania elementów geografii, historii, biologii do nauki w klasach I-III. Oczywiście wszystko na poziomie 7 latka, bez szaleństw. Jest teraz w bibliotekach tyle książek, które w przystępny sposób opisują świat. Zakładałyśmy np. miesiąc ze starożytnym Egiptem i wyszukiwałyśmy razem książki, czytałyśmy o danym temacie i później Zuzia robiła jakiś projekt plastyczny, który wkładałyśmy do foldera razem z mapą, na której zaznaczała dany kraj i lata w której dana historia miała miejsce. W ten sposób powstała nam fajna „książka” ilustrowana z historii, którą kontynuujemy do dziś. Zgodnie z edukacją klasyczną historię zaczyna się od początku, czyli w 1 klasie starożytność, później kolejne epoki, aż do 4 klasy gdzie dochodzimy do współczesności. Następnie wraca się w 5 roku nauki do początku, ale z innym podejściem, czyli zaczyna się łączyć kropki. Nie tylko czyta się o danym zagadnieniu, ale tez odpowiada na podstawowe pytanie „dlaczego tak się stało”. W takich blokach 4 letnich zorganizowana jest nauka z pozostałych przedmiotów. Dla mnie jest tego trochę za dużo, więc podchodzę do tematu luźniej. Zgadam się jednak, że dzieci 7-9 letnie chcą wiedzieć coś więcej, niż tylko jakie ptaki odlatują na zimę z Polski i można im czytać o trudniejszych zagadnieniach w formie dostosowanej do wieku.
Jak uczyć niezależności i samodzielności?
Druga inspiracja to Plan Daltoński i unschooling. W Planie Daltońskim zakłada się „kontrolowaną wolność”, a w odszkalnianiu wolność całkowitą i podążanie za zainteresowaniami dziecka. Ja zaczęłam od kontrolowanej oczywiście;) Wytyczyłam cele na dany tydzień, a Zuzia organizowała sobie naukę sama, tzn. wybierała dzień, w którym będzie realizować jeden z celów, a w piątek omawiałyśmy, co udało się zrealizować a co nie. Muszę przyznać, że nigdy Zuzia nie uczyła się tak długo i pilnie jak w okresie testowania tych dwóch metod. Szczególnie, gdy wytyczyłam bardzo ogólne cele i córka wybrała z matematyki coś zupełnie spoza programu i ślęczała nad książkami dużo dłużej niż zwykle! Bardzo luźne podejście pod tytułem wybierz sobie coś z matematyki w tym tygodniu (odszkalnianie) dało efekt niesamowity. Wygląda na to, że udział w decydowaniu o tym czego będziemy się uczyć daje efekty. Na pewno jest o niebo lepsze niż bezrefleksyjne realizowanie programu, nawet jeśli zrobimy to w sposób atrakcyjny będzie to nasz plan/projekt, a nie dziecka. Zresztą, jeśli dzieci nie używają często „ekranów” same biorą się za robienie rzeczy związanych z nauką. Wystarczy stworzyć w domu warunki, w których dziecko ma dostęp do przeróżnych form edukacyjnych. Ja mam kilka miejsc w domu, gdzie w koszach zostawiłam książki. Kiedy dzieci się nudzą i siadają na kanapie w dużym pokoju automatycznie zaglądają do środka i znajdują tam ciekawe pozycje. Na tej samej zasadzie sięgamy po pilota do telewizora. U nas go nie ma, więc problem z głowy i wybór jest prosty:).

Dzięki tej metodzie Zuzia przygotowała tablice do wyboru celów, którą zalaminowałam i powiesiłam na lodówce. Wpisujemy razem cele i Zuzia stara się je realizować. Teraz córka przygotowuje się do egzaminu, wiec na planie są głównie powtórki. Takie podejście uczy samodzielności i organizowania sobie samemu pracy. Można zostawić najtrudniejsze zadania na koniec tygodnia, lub zacząć od najtrudniejszych, a tydzień zakończyć czymś łatwym i przyjemnym. Wybór i wnioski należą do dziecka! Moim celem jest umacnianie niezależności w nauczaniu, chociaż całkowite odszkalnianie jest dla mnie zbyt wymagające. Wydaje mi się, że aby zrobić je dobrze trzeba być bardzo zaangażowanym i podążać za zainteresowaniami dziecka. Łatwiej dla mnie jest jednak uczyć na zasadach ograniczonej wolności.
Projekty przyrodnicze zgodne z pedagogiką Charlotte Mason
Ostatnią inspiracją jest metoda Charlotte Mason i jej tzw. „Nature Journals„. Z jej podejścia korzystamy, gdy pogoda jest ładniejsza i zachęca d aktywności na dworze. Dzieci tworzą wtedy własne zeszyty obserwacji natury. Dwa lata temu były to ptaki, później poszerzyliśmy temat na zwierzęta, które zaobserwowali na wolności. Sam pomysł polega na tym, że dzieci obserwują jakiegoś zwierzaka, później znajdują informacje w Internecie na jego temat. Zuzia robi rysunek i pisze parę zdań o tym gatunku, dla Igora drukuję kolorowankę, którą on koloruje i wkleja do zeszytu. Ten projekt towarzyszy nam od kilku lat wiec sukcesywnie coś dodajemy. W wakacje tez! Zresztą u nas nie ma ściśle określonego czasu na wakacje jak w szkole. Egzaminy z reguły mamy na koniec kwietnia/początek maja wiec wiosną można wykorzystać pogodę, poobserwować naturę i poćwiczyć pisanie i czytanie w przyjemny sposób. Powoli wkraczamy właśnie w ten okres:)
Poniżej plan do wydrukowania
